poniedziałek, 4 lutego 2013

"Słoń Birara" - Antoni Ferdynand Ossendowski

Podczas gdy "Życie Pi" - Yanna Martela na nowo odżywa, tym razem na dużym ekranie to w księgarniach czeka podobna historia, jednak innego zapomnianego autora

Antoni Ferdynand Ossendowski był polskim pisarzem, podróżnikiem i działaczem społecznym. Początkowo był pracownikiem uniwersyteckim w Petersburgu i Tomsku, jednak szybko górę wzięła jego pasja podróżnicza. Ossendowski odwiedził m. in. Mandżurię, Mongolię, Kraj Ałtajski, Syberię, Indie, Japonię i Indochiny. Autor ponad siedemdziesięciu publikacji podróżniczych. W części swoich książek ukrył magię, której zaznał podczas zwiedzania przeróżnych zakątków. Zmarł w tysiąc dziewięćset czterdziestym piątym roku. Był autorem takich dzieł jak: "Biały Kapitan", "Cień ponurego Wschodu", "Gasnące ognie", "Niewolnicy słońca". Po II wojnie światowej na długo zapomniano o jego książkach. 

Dziadek młodego Amry zmarł. Biorąc pod uwagę, że był on jedynym żywicielem rodziny, a ojciec chłopca ze względu na niepełnosprawność, nie może zabrać się za pracę, spoczywa ona teraz na barkach młodzieńca. Przy ciężkich obowiązkach Amry pomagać mu będzie słoń Birara. 

Ich ciężka praca się opłaci. Razem i osobno, przeżyją niesamowite pewne doświadczeń przygody, a nawet trafią przed oblicze maharadży. Dwaj przyjaciele pozostaną sobie wierni aż do śmierci słonika. 

Rzecz jasna Amra i Birara są w tej powieści najważniejszymi postaciami. Młody Amra to poważny, jak na swój wiek młody chłopiec, który mimo wszystko potrafi się bawić. Jego wspomnienia z lepszego życia, kiedy to żył jego dziadek, a rodzina miała większy dobytek, dotyczą głównie słonia, najlepszego przyjaciela. Sam Birara to odważny i silny, przyjazny, przywiązany do ludzi i ufny słoń, dzięki któremu rodzina ma z czego żyć. Oprócz tego trudno coś więcej powiedzieć, gdyż nie odgrywa on większej roli, niż bycie zwierzęciem. Poza nimi jest jeszcze kilka godnych uwagi postaci, jak na przykład sama rodzina Amry: ciężko pracująca, wrażliwa matka, ojciec, który stracił stopę w pułku strzelców królewskich, dwie młodsze siostry chłopca oraz zmarły dziadek, przedstawiony jedynie w wspomnieniach. Królewicz Nassur, z którym Amra w pewnym momencie się zaprzyjaźnia, również jest kluczową postacią dla fabuły. Nie jest on tak doświadczony przez życie, jak główny bohater, a przecież kiedyś ma stać się głową państwa, więc przygody Amry i Birara to doskonałe lekcje dla niego. 

Antoniemu Ferdynandowi Ossendowskiemu doskonale udało się ukazać Hinduską kulturę oraz dawny sposób życia. W książce nie znajdziemy podanej dokładnej daty, w której historia ma miejsce, ale biorąc pod uwafakt, że dla tamtejszych mieszkańców, na ich własnej ziemi, Anglicy stali się pracodawcami, musi ona mieć miejsce na przełomie siedemnastego ~ osiemnastego wieku. 

Styl autora jest bardzo łatwy w obiorze, płynny, jak i zarówno bardzo bogaty. Młodsi odbiorcy mogą mieć problemy z interpretacją niektórych słów, więc przyda się ingerencja dorosłego. Nazwy własne, na przykład niektórych przedmiotów, które w regionach naszego kraju nie występują, mają już własne tłumaczenie. Choć Antoni Ferdynand Ossendowski napisał historię o przyjaźni człowieka i zwierzęcia, to nie zupełnie oddał jej wartość. Momentami aż nazbyt wyraźnie widać, kto jest wyżej postawiony na piedestale. 

"Słoń Birara" - Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego ukazał się już kiedyś nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia. Recenzowana w tym momencie pozycja należy do wydawcy Zysk i Sk-a. Tym razem tytuł obłaskawiła swoim talentem graficznym Agnieszka Kuglasz. Swoimi barwnymi ilustracjami, których w zawartości tomu nie brakuje, artystka doskonale odzwierciedla klimaty przygód Amry i Birara. Do tego tom został solidnie wydany. Twarda, mocna oprawa trzyma razem mocne, grube kartki, na które nadrukowano duży tekst oraz kolorowe sceny zajmujące całe kartki. 

Ciężko nie polubić słonika Birara i jego zagubienia, które powoduje, że zwierzę tułacze się między światem ludzi, a swoich rodaków. Amra nie zdobył mojej sympatii aż do tego stopnia. Cała powieść spodobała mi się bardzo, a szczególnie jej zakończenie, które przypomniało mi  "O psie, który jeździł koleją" -



Dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka oraz portalowi Sztukateria za egzemplarz recenzencki.