poniedziałek, 7 listopada 2011

"Złodziej magii: Zagubiony" - Sarah Prineas

”Zagubiony”, to drugi tom trylogii ”Złodziej magii” autorki Sarah Prineas. Jeżeli mieliście już okazję przeczytać moją recenzją pierwszego tomu, to zapewne wiecie, że książkę nominowałam do jednej z gorszych wydawnictwa Jaguar. Niestety, ale taka jest prawda. ”Złodziej magii” nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. Czarna owca wydawnictwa, nie wyróżniała się z tłumu, nie pokazywała również niczego, czego już byśmy nie znali. Jednak mimo wszystko cieszę się, że mogłam sięgnąć po drugi tom tej niezbyt doskonałej serii, ponieważ ”Zagubiony” ratuje nieco autorkę książek w moich oczach, przed kompletną klęską.

Conn stracił swojego locus magicalicus, któremu zawdzięczał porozumiewanie się z magią. Uczeń Nevery’ego uratował miasto, ale zapłacił za to okrutną cenę. Bez drogocennego kamienia chłopak nie może uczęszczać do szkoły. Nie może również nazywać się uczniem czarodzieja, co nie zmienia faktu, że dla niego samego nadal nim jest. Conn postanawia sam odnaleźć drogę do magii. Dzięki eksperymentom pirotechnicznym może usłyszeć magię, która chce mu powiedzieć, coś bardzo ważnego. Niestety, ale poprzez przypadek jedno z doświadczeń nie idzie po myśli Conna, co powoduje wielki wybuch. Chłopiec zostaje wygnany z Wellmet i pozostawiony sam sobie. Teraz przygody dawnego złodziejaszka z biedniejszych dzielnic miasta przybierają inny bieg. Conn wyrusza w zupełnie obce strony, gdzie ma nadzieje znaleźć odpowiedzi na dręczącego go pytania. 


W ”Złodzieju magii” stosunki Conna i jego mistrza były zimne, a nawet można by je określić oschłymi. Teraz trochę się to zmieniło. Starzec, który uczył Conna magii, ale nie zważał na niego i nie poświęcał mu zbyt wielkie uwagi, nauczył się lepiej postrzegać chłopca, ufać mu. Między tą dwójką można dostrzec pewnego rodzaju uczucie, które jeszcze w przyszłości najprawdopodobniej da o sobie znak. Drugi tom daje nam też możliwość zobaczenia, jak Nevery i Conn dają sobie radę osobno. Mistrz i uczeń są cały czas w kontakcie listownym i to przez te wiadomości, można dostrzec najwięcej uczuć płynących z obu stron. Pokazanie przypływów przyjaźni drogą listową, to niebywały wyczyn. Autorka pod ty względem radzi sobie wyśmienicie. Drugi tom może być również dobrą okazją do poznania starych bohaterów, a szczególnie przeszłości tej dwójki.

Oprócz centralnych zmian w otoczeniu świata, zmienił się również całokształt książki oraz przybyło kilka postaci. Jeżeli chodzi o nowe miasto, które mamy okazję poznać, to nie jest to coś powalającego. Tak samo, jak w pierwszej części, pisarka ukazuje doskonale znane zjawisko. Lokacja umieszczona na środku pustymi– często stosowane przez autorów, tak samo jak dziecko-złodziej wychowywane na ulicy. Jak wcześniej, postaci nie ma wiele. Sarah Prineas jednak pokazuje nam starych bohaterów w nowym świetle. Niektóre z tych postaci spodobają się nam bardziej, inne mniej, ale ważny jest fakt, że tym razem pełnią większą rolę, niż tylko osoby drugoplanowe. 

Fabuła książki nie przybrała wcale innego wzorca. Tym razem również mamy do czynienia z książką fantastyczno-kryminalną dla młodszych. W pierwszej części od początku było wiadomo, kto gra rolę czarnego charakteru, teraz również się to nie zmieniło. Jedyna zmiana, a raczej gafa popełniona przez twórcę okładki, to fakt, że winowajca całej sytuacji jest nam przedstawiony zanim w ogóle zabierzemy się za czytanie. To znaczny minus dla tego dzieła. Kolejnym minusem jest zbieżność, aż do bólu, zdarzeń, które miały miejsce w poprzednim tomie. Sytuacje, które się powtarzają, aż bolą w trakcie czytania. 

Niemożna powiedzieć, aby Sarah Prineas odwaliła dobrą robotę. Zdumiewające jest jednak to, że kobieta tak dobrze radzi sobie z pisaniem powieści rodzajem męskim pierwszej osoby. Styl pisarki poprawił się znacząco, co nie zmienia braku dobrego pomysłu na ciekawą nowość, którą mogłoby się pochwalić dzieło na rynku. Krwawe sytuacje (oczywiście z wielką łychą rozsądku), ryzykowne sceny, zgony oraz wiele akcji robi ten tom lepszy od poprzednika. ”Zagubionego” czyta się szybciej niż ”Złodzieja magii”. W książce jest też mniej nudnych scen, które odstraszałyby i zniechęcały czytelnika. 

Dziękuję wydawnictwu Jaguar oraz portalowi Valkiria za egzemplarz recenzencki.