niedziela, 6 sierpnia 2017

"Cykl Inkwizytorski: Płomień i krzyż. Tom I" - Jacek Piekara

Jak Mordimer Madderdin został inkwizytorem? Kim byli jego rodzice? Jaką tajemnicę chowa jego mentor Arnold Löwefell? Z każdą odpowiedzią, z każdą wskazówką zagadnienia i wątpliwości się mnożą…"Cykl Inkwizytorski: Płomień i krzyż. Tom I" to opowiadania, które rzucają nieco światła i trochę cieni na przeszłość Mordimera Madderdina.

Jacek Piekara - pisarz fantasy i dziennikarz urodzony w Krakowie. Dawniej zajmował się również redagowaniem czasopism poświęconym komputerom i grom komputerowym - współpracował m.in. z "Click!" i "Światem Gier Komputerowych". Redaktor naczelny magazynu "Fantasy". Absolwent prawa i psychologii na UW. Zadebiutował opowiadaniem "Wszystkie twarze szatana". Współpracował również z radiem WaWa. Obecnie mieszka w Warszawie.

Janusz Zadura - polski aktor filmów i dubbingu, często jednoczony z charakterystycznymi postaciami animowanych kreskówek. Ukończył Akademię Teatralną im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Mężczyzna pracował w licznych stacjach radiowych i telewizyjnych, realizował również stanowisko komentatora sportowego.

Piękna Katarzyna, powszechnie znana ze swych nieprzeciętnych umiejętności, które chętnie prezentuje zamożnym adoratorom w alkowie, jest tak naprawdę potężną czarownicą. Jej największe pragnienie to zdobyć starożytną magiczną księgę Szachor Sefer. Kobieta nie podejrzewa jak wiele przyjdzie jej poświęcić w imię tego marzenia. 

Tymczasem inkwizytor Arnold Löwefell rusza w sam środek wojennej zawieruchy, aby odnaleźć dziewczynkę, na której życiu szczególnie zależy Świętemu Officjum. Opatrzność sprawi, że znajdzie również pewnego niezwykłego chłopca. To spotkanie odmieni los inkwizytora i otworzy przed nim wrota do tajemnic, o których istnieniu wie zaledwie garstka żyjących.

Matka Mordimera Madderdina uwielbia dostatek. Piękne biżuterie powstałe w pracowniach najbieglejszych złotników i twórczość ludzi potrafiących umiejętność obserwacji świata powiązać z niezwykłym kunsztem. Kocha również drobiażdżki, bibeloty i cacuszka. Kobieta może pozwolić sobie na podobnie ozdobienia, ponieważ otacza się jegomościami z zamiłowaniami do udowodniania swojej miłości, szacunku i przywiązania. Z takich dowodów zbudowała sobie domek na wsi, gdzie zamierzała się przenieść w nieodległej przyszłości. I tak zapewne miało się stać, ale przez dość niecodzienne zainteresowania, narobiła sobie wiele kłopotów. Bowiem interesuje się czarami. Znowuż, stara wiedźma, która mieszka w ruderze przytulonej do miejskich murów,  posiada wiedzę, a nawet prawdziwą moc. I ku zdumieniu i radości zainteresowanej, obiema zapragnęła się podzielić. Kobieta pojawiała się tam zawsze po zachodzie słońca, choć samotna wyprawa do niebezpiecznej części miasta zawsze budzi w niej strach. Przeważnie przed każdym takim spacerem otacza się zaklęciem ochronnym, mającym powodować, że napotkani ludzie nie będą na nią zwracać uwagi, lecz dla bezpieczeństwa ukrywa też w fałdach sukni zatrute ostrze i woreczek sherskenu. Nie znosi odwiedzin u złośliwego babska, ale ma świadomość, że nikt nie przekaże jej więcej z arkanów mrocznej sztuki, niż ona. To też, będąc na każde jej skinienie, spełnia jej zachcianki. Nawet jeżeli przez to ma zawieść miłość i zaufanie własnego dziecka. Dwa lata potem, Arnold Löwefell ma nieszczęście pojawić się w środku chłopskiego powstania. Przez ostatnie kilka dni dość się napatrzył na zbrodnie i okrucieństwa, o jakich się mówiło, iż przekraczają ludzkie pojęcie. Przynajmniej ma to szczęście, że zakresu jego pojęcia nie przekraczają. Wszakże w czasie dość długiego istnienia, miał okazję przypatrywać się wielu nieszczęśnikom palonym na stosach, ćwiartowanym żywcem, gotowanym w oleju, smażonym na żelaznych fotelach, rozszarpywanym przez konie, łamanym kołem. Sam dzielił poleceniami, mającymi na celu w ten właśnie sposób torturować nieszczęśników. Ale w trakcie trwania nawet najsroższej kaźni, w trakcie zadawania nawet najpotworniejszego bólu, Arnold Löwefell szczerze modlił się o uratowanie grzesznika. Miał on opowiedzieć o grzechach skierowanych przeciw świętej wierze, zdradzić wspólników, zacząć szczerze żałować wszelkich popełnionych niegodziwości. Nie zadręczał ludzi dla samej przyjemności dręczenia, dla szukania jakiejś przeklętej radości w słuchaniu ich wrzasków, obserwowaniu łez i wdychaniu smrodu krwi. Współczuł torturowanym tak bardzo, jak jedna myśląca i czująca istota może współczuć drugiej. Lecz to współczucie nie mogło go uczynić mniej skutecznym lub mniej surowym. Teraz natomiast, w czasie owej nieszczęsnej rebelii, aż za wielu widział ludzi, którzy zadawali innym cierpienie dla zaspokojenia własnej przyjemności, zemst lub wymazania z pamięci lat upokorzenia. Znalazł się w obecnej okoliczności z polecania zwierzchników. Dowiedzieli się oni o pewnej dziewczynce, która mogłaby stanowić więcej niż pomocną w świętej misji, jaką prowadzili ku chwale Boga. Anna Matylda Wittleben to najmłodsza córka barona Lothara Wittlebena. Arnold Löwefell musi dotrzeć do niej i sprowadzić do Amszilas. Zrządzeniem losu odnajdując dziecko, poznaje także czternastoletniego Mordimera Madderdina. Dla Arnolda Löwefella, nie pozostaje długo tajemnicą, że młodzieniec posiada bardzo niebezpieczne zdolności. Potrafi uwolnić swą duszę, by unosiła się ponad ciałem i wędrowała po groźnych bezkresach nie-świata. Chłopak nie przejawia zainteresowania podzieleniem się swoim pochodzeniem. Znowuż, Arnold Löwefell wcześniej zapewniał, że trafi w miejsce, gdzie dostanie nowe miano, lecz ciekawość i zdolności nowego podopiecznego, nie pozwalają mu zapomnieć. Niebawem po zapewnieniu mu schronienia, rusza śladami przeszłości podlotka, a następnie własnej.

Minęło piętnaście wieków od momentu, w jakim Jezus Chrystus postanowił nie poddać się woli swoich oprawców, i utopił we krwi Jerozolimę i podbił Rzym. Światem rządzą inkwizytorzy Świętego Officjum. Inkwizytorium w teorii jest poddane władzy Watykanu, ale w praktyce watykańscy duchowni, włączając w to samego Ojca Świętego, mają na nie wpływ, delikatnie mówiąc, iluzoryczny. Dlatego też próbują stworzyć konkurencję dla działań inkwizytorów i wysyłają w świat stada fanatycznych mnichów często niedokształconych i skorumpowanych, a w zamian za to zawsze chorobliwie ambitnych i wyposażonych w niejasne kompetencje, które potem są przedmiotem prawniczych sporów, śledztw i dochodzeń oraz tematem pism krążących pomiędzy Stolicą Jezusową a Hez-hezronem, będącym główną siedzibą Inkwizytorium. Dlatego też, nadzwyczaj łagodnie rzecz ujmując, inkwizytorzy nie przepadają za papieskimi wysłannikami, w których prostych umysłach na każde zagadnienie dobra jest odpowiedź oskarżająca o winę szatana. 

Pod względem chronologii zdarzeń, to składające się z czterech opowiadań dzieło, zapoczątkowują całość. Jednakowoż, nie zdradzają tak wiele, jak można się spodziewać. Za to robią z Mordimera Madderdina jeszcze bardziej tajemniczą postać. Pierwsze opowiadanie pozwala poznać rodzicielkę Inkwizytora Jego Ekscelencji biskupa Hez-Hezronu.  Bogata i wpływowa mieszczanka. Jedno i drugie zawdzięcza licznym adoratorom, których przyciąga jej niezwykła uroda. Jest też potężną czarownicą, o niesamowitej żądzy posiadania Czarnej Księgi. Następne opowiadania przedstawiają Arnolda Löwefella. Odbiorca poznaje mężczyznę w czasie jedzenia na pół surowe, ludzkie mięso, smażącego się jeszcze barona. Inkwizytor musi odnaleźć w bitewnej zawierusze dziecko, co zdaje mu się niemal niemożliwe. Jednakże, łut szczęścia i niebagatelne umiejętności sprawiają, że zrealizuje swój cel, a dodatkowo przywiezie do Akademii Inkwizytorium cennego ucznia. Zaplątanego w powstanie czarnowłosego chłopca, który sam sobie nadał imię Mordimer. Następnie Arnold Löwefell poświęca się śledztwu, które ma na celu rzucić nieco światła na przeszłość podlotka. Niebawem dowiaduje się, kim tak naprawdę jest czarnowłose dziecko, i jak została schowana Szachor Sefer. Końcowe opowiadanie pokazuje, jak bardzo pogmatwana i skomplikowana staje się codzienność Arnolda Löwefella, w momencie, jak jego los ściera się z losem dawnego sługusa, będącego potężnym czarnoksiężnikiem, zdolnym do wytworzenia enklawy w Nie-świecie. Nie trudno oprzeć się wrażeniu, że matka Mordimera niebawem jeszcze zaprezentuje swoje zdolności. Jednakże, obecnie jej pojawienie się, ma na celu dodanie bohaterowi, jeszcze więcej niesamowitości. Znacznie więcej do powiedzenia i zrobienia ma Arnold Löwefell. Osobowość tegoż tajemniczego człowieka jest bliźniaczo podobna, do tak dobrze znanego nam sługi. Poza obiema postaciami, przez opowiadania przenika grono bohaterów, które nie pozostanie zobojętniałe nikomu, kto zna wcześniejsze historie. Biskup Hez-hezronu Gersard, Heinz Ritter, Marius van Bohenwald. Na oczach Mordimera stworzeni zostają także jego mali kompani, nekrofile. Samego Mordimera Madderdina jest w książce najmniej. Mimo, że większość powieści traktuje o nim. Zaledwie świat pozostał bez zmian. To nadal mroczne, okrutne, ale wciągające uniwersum. Seria o Mordimerze Madderdinie została podzielona przez autora na dłuższe i krótsze opowiadania. Nie oznacza to, że niektóre przedstawiają się mniej istotnie. Zwłaszcza, że przewodni bohater nierzadko odnosi się do swoich, pozornie mało ważkich doświadczeń. Całość to świetna układanka. Jednakże, wśród nich zdarzają się ciekawsze i nudniejsze. Na nasze nieszczęście, opowiadania zamieszczone w tomie, nie wzbudzają rozentuzjazmowania. Przeszłość Mordimera Madderdina, tak skrupulatnie zatajana, wreszcie ujawniona, prezentuje się nudno. Przez całe opowiadanie, czeka się na pojawienie przewodniego bohatera. Jednakże jego rola w całej historii prezentuje się znikomo. Opowiadanie przedstawiające spotkanie Arnolda Löwefella z Mordimerem też nie opiewa w spektakularne, bądź doniosłe zdarzenia. Historia przedstawia się zanadto rozlegle. Trzecie to w sumie najnudniejsze z nich. Arnold Löwefell rusza śladami przeszłości swojego podopiecznego. Jednakże odbiorca je zna. Wszakże śledził te zdarzenia dwa opowiadania wcześniej. Czwarte, jednocześnie ostatnie, przedstawia się najbardziej interesująco. Jednakże, zostało zapisane na zaledwie czterdziestu stronach. Wielka szkoda. Na koniec warto wspomnieć nieco o kunszcie pisarskim autora. Otóż, sprawia ono wrażenie o wiele gorszego, od tego które reprezentuje obecnie. Możliwe, że pisał omawiane dzieło jako pierwsze, a w ostateczności opublikował je potem. Podczas słuchania audiobooka, jest to mniej zauważalne.   

Niezależnie od roli, jaka została mu powierzona, Arnolda
Löwefella, bądź Mordimera Madderdina, Janusz Zadura sprawdza się świetnie. Ponadto, równie dobrze radzi sobie z pozostałymi postaciami drugoplanowymi, a nawet postaciami żeńskimi.  Ewidentnie wrócił do sprawności, po nie tak udanej poprzedniej części. 
Dla fanów Mordimera Madderdina, uzupełnienie jego przeszłości, to niezła gratka. Mimo że książka nie prezentuje się pierwszorzędnie. Posiadając w pamięci wspomnienia, jakimi dotąd podzielił się bohater, można mniemać, co będzie zawierała następna część, której zapewne będą partnerować bardziej podniosłe emocje.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz