sobota, 16 listopada 2019

"Odcienie magii: Mroczniejszy odcień magii" - Victoria Schwab

"Mroczniejszy odcień magii" to pierwsza część trzytomowej serii "Odcienie magii", z której amerykańska autorka Victoria Schwab jest najbardziej znana.

Victoria Schwab - amerykańska autorka bestsellerowych książek, chętnie tłumaczonych na różne języki i czytanych przez młodzież i dorosłych na całym świecie. Pisarska przygoda Victorii Schwab zaczęła się po lekturze "Harry’ego Pottera", pierwszej książki, która jak sama mówi „wciągnęła ją i sprawiła, że zapomniała o całym świecie”. Chcąc opowiadać historie, w których czytelnicy będą mogli się całkowicie zatracać, chwyciła za długopis i przelała kryjące się w jej głowie pomysły na papier. Poza byciem pisarką kobieta często mówi o sobie jako o zapalonej czytelniczce, traktującej książki jako ucieczkę od szarej rzeczywistości, i najmilszą część jej pracy. Pomimo napiętego pisarskiego grafiku stara się znaleźć kilka wolnych chwil na czytanie każdego dnia. Słucha audiobooków na siłowni, czyta kilka rozdziałów rano lub przed pójściem spać, jeśli nie myśli wtedy nad kolejną historią, w której bohaterowie mogliby walczyć o lepszy świat.
 
Witajcie w Szarym Londynie – brudnym i nudnym, pozbawionym magii, rządzonym przez szalonego króla Jerzego III. Istnieje też Czerwony Londyn, w którym w równej mierze szanuje się życie i magię, oraz Biały, miasto wycieńczone wojnami o magię. A niegdyś, dawno temu, istniał jeszcze Czarny Londyn... Teraz jednak nikt o nim nawet nie wspomina.

Oficjalnie, Kell jest podróżnikiem z Czerwonego Londynu – jednym z ostatnich magów, którzy potrafią przemieszczać się pomiędzy światami – i działa jako posłaniec między Londynami i ambasador Czerwonego królestwa rodziny Mareshów. Nieoficjalnie, uprawia przemyt – bardzo niebezpieczne hobby, o czym przekonuje się na własnej skórze, kiedy wpada w pułapkę wraz z zakazanym przedmiotem z Czarnego Londynu. Ucieka więc do Szarego, gdzie z kolei naraża się Lili Bard, złodziejce o wielkich aspiracjach. To właśnie z nią Kell wyrusza w podróż do alternatywnej krainy, której stawką jest uratowanie wszystkich światów…

Victoria Schwab pokazała mam, że posiada zaplecze pełne oryginalnych koncepcji. Jednocześnie udowadniając, że jej warsztat pisarski jest niewielkich rozmiarów. I choć autorka ma potencjał do tworzenia spektakularnych, godnych zapamiętania  dzieł, to ewidentnie brakuje jej do tego ambicji i samozaparcia.

Kell Maresh był zaledwie dzieckiem, jak przyniesiono go do pałacu. Jak stał się tym, kim jest? Co sprawiło, że jego jedno oko przyjęło czarną barwę? Urodził się z nim, czy może znak magii ujawnił się u niego później? Miał w ten czas zaledwie pięć lat. Przez pięć lat był synem innej pary. Czy rodzice odczuwali smutek, gdy go oddawali? A może z wdzięcznością ofiarowali go koronie? Król i królowa nie chcieli opowiadać o jego przeszłości, toteż szybko się oduczył wypytywać o tę kwestię, sam jednak stale się nad tym zastanawia. Kim był wcześniej?! Męczy go ten brak wspomnień. Często przyłapuje się na tym, że rozmyśla, skąd pochodzi. Kimkolwiek byli jego przodkowie, nie byli antari. Magia mogła przeżyć w krwi, lecz nie była dziedziczona. Nie przechodziła z rodzica na dziecko. Wybierała własną drogę. Własny kształt. Czasami silny płodził słabego lub odwrotnie. Władający ogniem pochodzili nierzadko od magów wody, a poruszający ziemią od uzdrowicieli. Mocy, nie można pielęgnować niczym rośliny ani destylować przez pokolenia. Gdyby to było możliwe, antarich by siano i zbierano. Byli idealnymi naczyniami, potrafili kontrolować każdy żywioł, rzucać każde zaklęcie, używając własnej krwi do rozkazywania otaczającemu ich światu. Byli narzędziami, a w nieodpowiednich rękach także orężem. Może brak możliwości dziedziczenia stworzyła sama natura  dla utrzymania świata w równowadze, dla zachowania porządku. Po prawdzie nikt nie wie, skąd się brali antari. Zdaniem jednych pojawiali się za sprawą przypadku, czegoś w rodzaju szczęśliwego rzutu kostką. Inni twierdzili, że są istotami boskimi, przeznaczonymi do wielkości. Niektórzy uczeni uważali, iż antari są efektem wymiany między światami, splatania się różnych rodzajów magii, i właśnie z tego powodu obecnie wymierają. Ale niezależnie od wyznawanej teorii dotyczącej pochodzenia antarich, większość ludzi wierzyła, że są to istoty święte. Wybrane przez magię lub przez nią pobłogosławione. W każdym razie na pewno takie, które ona naznaczyła. W cokolwiek ludzie postanowili wierzyć, niepodważalny pozostawał fakt, że antarich jest  coraz mniej i przez to stają się coraz cenniejsi. Dzięki swoim talentom zawsze byli osobami pożądanymi, a teraz, jak są nieliczni, nie spuszczano z nich wzroku, strzeżono ich i trzymano w pobliżu. Nie ma znaczenia, kim był, zanim trafił do pałacu. Ta osoba już się nie liczy. Już nie istnieje. Kell Maresh, niezależnie od tego, jak bardzo  zaprzecza temu jego przyrodni brat, jest obecnie całkowitą własnością rodziny królewskiej. Delilah Bard to całkowite przeciwieństwo Kella Maresha. Dziewczyna żyje według pewnej prostej zasady: jeśli jakiś przedmiot jest wart posiadania, trzeba go zabrać. Jest wysoka i chuda, o chłopięcej figurze, dzięki której może uchodzić za młodego mężczyznę, chociaż wyłącznie z dużej odległości. Z bliska to złudzenie znika. Mimo to minęło sporo czasu, odkąd ktoś nazwał ją ładną. Nie, żeby chciała być ładna. Uroda na nic jej by się nie zdała. I Bóg wie, że nie zazdrości damom ich obcisłych gorsetów, obfitych spódnic czy piskliwego śmiechu, który absurdalnie wykorzystują. Ani sposobu, w jaki omdlewają i wspierają się na mężczyznach, udając słabość, by rozkoszować się własną siłą. Delilah Bard nie widzi sensu w udawaniu osoby słabej. Wielokrotnie próbowała wyobrazić sobie siebie jako jedną z dam, które okradła. Łatwo się plątały w całej tej tkaninie, a wówczas prędko  się potykały, więc nie trudno je było obrabować. Nie dbała o zabierane przedmioty, za to ogromnie ceniła sobie to, co mogła za nie kupić: wolność. 

Istnieją cztery światy, Czarny Londyn, Biały Londyn, Szary Londyn i Czerwony Londyn. To różne miejsca, ale zbudowane na tym samym fundamencie. Mają ze sobą niewiele wspólnego poza położeniem i faktem, że każda wersja miasta leży nad tą samą rzeką w tym samym wyspiarskim państwie. W przeszłości magia czterech światów przepływała pomiędzy nimi, a ludzie umiejący się nią posługiwać mogli stosunkowo łatwo przez nie przechodzić. Jednakże  nawet wówczas, mimo stałej wymiany mieszkańców miasta nie były zupełnie równe w swojej mocy. Najpotężniejszym z nich był Czarny Londyn. Tamtejsi ludzie nie tylko mieli magię w swoich ciałach, lecz pozwalali jej także wejść we własne umysły, a wtedy ona uczyniła z nich swoich niewolników, karmiąc się ich ciałami i podsycając swą moc. Ludzie stali się naczyniami, kanałami do wykonywania jej woli i dzięki nim magia urzeczywistniała swoje zachcianki, zacierając granice, niszcząc je, tworząc, co chciała, a uszkadzając i unicestwiając wszystko inne. Ta zła moc magii roznosiła się jak zaraza, więc pozostałe trzy światy odcięły się i szczelnie zamknęły drzwi do innych miejsc, by zapobiec rozprzestrzenianiu się plagi. Jak moc źródeł ograniczono, a drzwi zamknięto, pozostałe trzy miasta zostały odizolowane i zaczęły się rozwijać odmiennie. Tego, co stało się z Czarnym Londynem, jak również resztą jego świata, mieszkańcy pozostałych mogą się zaledwie domyślać. Magia potrzebuje żywego gospodarza i może się dobrze rozwijać tylko wówczas, kiedy wokół także kwitnie życie, dlatego większość osób przypuszcza, że zaraza zebrała obfite żniwo, pozostawiając po sobie zgliszcza. Ale nikt nic nie wie na pewno. Z czasem Czarny Londyn stał się legendą. Historią o duchach. Baśnią. Opowiadaną tak wiele razy, że niektórzy nawet nie uważają go za realnie istniejące miejsce.

W "Mroczniejszy odcień magii", pierwszej części serii "Odcienie magii", Victoria Schwab prezentuje nam historię Kella Maresha i Delilah Bard, dwojga zupełnie różniących się postaci. Zabiera nas również do trzech światów, które są wspólną całością, choć są od siebie oddzielone.Brzmi to naprawdę fantastycznie. Jednakże, zanim nabierzecie chęci na zapoznanie się z tą opowieścią, przypomnijcie sobie, że napisała ją Victoria Schwab. Oznacza to, że nic w niej nie jest takie, jakie może się początkowo zdawać. W książce prowadzone są dwie ścieżki przewodnie, Kella Maresha i Delilah Bard, a nasze zadanie jako odbiorców, to cierpliwe oczekiwanie na ich połączenie. I choć spotkanie przewodnich protagonistów jest pewne od samego początku, długo przychodzi nam na nie czekać. W momencie, jak dochodzi do spotkania, historia rozpoczyna się robić nieco bardziej interesująca. Nie spodziewajcie się jednak rozbudowanych relacji pomiędzy postaciami. Możliwe, że po zapoznaniu się z książką, jej  bohaterowie będą wam odrobinę mniej obojętni, niż przed jej rozpoczęciem. Mimo to, że Kell Maresh i Delilah Bard, jak również poboczni bohaterowie, jak bliźniacze rodzeństwo Athos i Astrid Dane’owie, pozbawiony własnej woli Holland, albo uwielbiany przez swój lud Rhy Maresh, to dobrze nakreślone postacie, to Victoria Schwab nie przykłada do nich wielkiej wagi. Jest to zapewne spowodowane zmianami, jakich doznają w przyszłych książkach przewodni bohaterowie, oraz epizodycznym pojawieniem się postaci drugiego planu. Choć trudno oprzeć się wrażeniu, że autorka przede wszystkim nie chce pisać rozpiętych objętościowo książek.Dlatego też zabrani przez pisarkę do trzech, zupełnie inaczej rozwijających się światów, Białego Londynu, Szarego Londynu i Czerwonego Londynu, nie spodziewajcie się szczegółowych opisów. Metoda pisania Victorii Schwab jest bardzo przestępna dla odbiorców jej dzieł, ale wiele im odbiera. W przypadku omawianej pozycji prawdziwa dawka emocji, pojawia się dopiero w ostatnich  rozdziałach, zakańczających całą powieść dość niespodziewanie. Do tego czasu jest nam dane obserwować, jak fabuła zmierza po nitce do kłębka. 

"Odcienie magii: Mroczniejszy odcień magii", autorstwa Victorii Schwab, to dobra książka, skierowana do osób, które nie lubią wielowarstwowych, zapadających w pamięć opowieści. Idealna na relaksujący wieczór po ciężkim dniu.

2 komentarze:

  1. Czytałam tę książkę jakiś czas temu i o ile sama koncepcja bardzo mi się podobała, to styl pisania autorki mocno mnie wynudził. Kompletnie nie mogłam się wciągnąć i zastanawiam się czy warto w ogóle czytać kolejne tomy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń