Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Dwójka bez sternika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Dwójka bez sternika. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 lutego 2015

"Pamięć płomieni: Adamantowy Pałac" - Stephen Deas

"Smoki Stephena Deasa są piękne, niezrozumiałe i niepowstrzymane” - Brent Weeks. Bardzo ostrożna, krótka i trafna rekomendacja, jednego z najlepiej obiecujących się autorów współczesnej literatur fantastycznej. Nie można tego powiedzieć o reszcie, a już na pewno nie o samej książce. Wszakże, sam autor twierdził, że mając taką możliwość, zmieniłby w niej bardzo wiele.

Stephen Deas – brytyjski pisarz, specjalizujący się w fantasy. Debiutował sześć lat temu omawianą powieścią otwierającą cykl "Pamięć Płomieni”. Jego następne dzieło, "Łowca złodziei” to pierwsza część nowej trylogii autora, której drugi tom został nominowany do prestiżowej David Gemmell Legend Award, przyznawanej najlepszym powieściom fantasy

W dawnych czasach to smoki rządziły światem - ludzie byli dla nich jedynie zdobyczą, póki nie nauczyli się, jak ujarzmić te bestie. Obecnie hodowane są, by służyć jako wierzchowce dla rycerzy i cenne podarunki składane w ramach niekończących się dyplomatycznych gierek toczonych przez arystokratyczne rody. Imperium obrosło tłuszczem.

A teraz jeden człowiek chce je zagarnąć dla siebie. Gotów jest nie tylko otruć króla - tak jak wcześniej własnego ojca - ale także zamordować swoją kochankę i uwieść jej córkę. Jednak nawet on nie podejrzewa, że wkrótce cały kraj stanie w płomieniach. Podczas lotu zaginął jeden smok. A nawet jeden smok grasujący na wolności, dysponujący swą naturalną inteligencją i pełną mocą, może oznaczać katastrofę. Za sprawą pewnego wyzutego ze skrupułów najemnika pretendenci do tronu już wkrótce mogą stawić czoła setkom smoków.
 

wtorek, 16 września 2014

Rozmowa z autorem: Stephen Deas

P: Lubiłeś książki, będąc dzieckiem? Jeśli tak, to które pamiętasz najlepiej?
 
O: Tak, czytałem wiele książek będąc dzieckiem. Pamiętam jeszcze bardzo dobrze kilka z nich. Wówczas istniało kilka książek o nazwie "Jaskółki i Amazonki" opowiadających o pewnych dzieciach, które mieszkały za górami i jeziorami i posiadały łódkę, dzięki której zaznawały wielu przygód żeglarskich i to żeglarstwo bardzo mnie interesowało. Potem zaistniało "Watership Down" (nie wiem, czy to oznacza coś dla ciebie, ale dla mnie stanowiło epicką fantastyczną opowieść, z wyjątkiem bohaterów, które stanowiło stado królików, zmuszone do opuszczenia domu i poszukania nowego). Pamiętam "Hobbita", jako też bardzo szczególnego. Mój tata miał dużo science fiction, ale nie poznawałem tego gatunku za dobrze, jako nastolatek, bo nie potrafiłem go zrozumieć.

P: Co skłoniło cię do napisania pierwszej książki, związania swojej przyszłości z pisaniem?

O: Będąc nastolatkiem, grałem dużo w "Dungeons and Dragons". Chciałem mieć koncepcję na historię w mojej głowie, a następnie posłużyć się nią w grze. Ludzie, z którymi grałem, zawsze robili coś głupiego, bez sensu, więc musiałem co chwilę zmieniać opowieść. To stanowiło świetną zabawę, ale pewnego dnia stwierdziłem, że chcę zobaczyć, co się stanie, jeśli wezmę tę historię i zobaczę, jak to się skończy na własną rękę. Potem zauważyłem, że zacząłem opowieść w niewłaściwym miejscu. Moja historia opowiadała o zespole poszukiwaczy przygód, próbującym pomóc pani, która została porwana z domu. Zadawali pytania - Kim jesteś? Kto cię porwał? Dlaczego oni to robią? Jak udało ci się uciec? Chciałem opowiedzieć tę historię, a więc zacząłem pisać ją jako książkę. Jej ukończenie zajęło mi wiele lat, ale nie prezentowała się bardzo dobrze.

wtorek, 6 września 2011

"Kroniki Czarnoksiężnika: Przywoływacz Dusz" - Gail Z. Martin

"Przywoływacz Dusz” spędził na mojej półce miesiąc, zanim łaskawie postanowiłam po niego sięgnąć. Możecie pomyśleć, że okazałam mu łaskę i w końcu zlitowałam się nad tą biedną, zapomnianą przeze mnie książką, ale to nie tak. Tom pewnie jeszcze bardzo długo czekałby na swoją kolej, pośród innych, bardziej ciekawszych tytułów, gdyby nie opinie innych czytelników. Do przeczytania "Przywoływacza Dusz” najbardziej skłoniła mnie recenzja umieszczona w miesięczniku "Nowa Fantastyka”. Autor tekstu zarzucał Gail Z. Martin, że jej książka nie wychodzi poza zakres podstawowych schematów fabularnych. Inni pisali też, że jest zbyt obszerna, nudnawa, zawiera zbyt mało wątków akcji . Postanowiłam sama się przekonać, jak to jest z tym przynudzaniem i aż na domiar szeroką fabułą.

Martris Drayke, nazywany przez przyjaciół zdrobniale Tris jest drugim synem króla. Chłopak nie marzy o tronie, wręcz przeciwnie, chce świętego spokoju i możliwości zamieszkania poza pałacem.  Nie jest mu to jednak dane. Jego znienawidzony przez lud brat Jared, wraz z służącym mu magiem  Arontalą postanawia zabić ich ojca, a następnie resztę rodziny w celu szybszego objęcia władzy nad królestwem. Tris jako jedyny, któremu udaje się przeżyć, musi uciekać z swojego domu.  Rzucić się prosto w wir rozpoczynającej się wojny, która zadecyduje nad dalszymi losami jego oraz wszystkich Siedmiu Królestw. Stawka o jaką gra wraz ze swoimi przyjaciółmi jest wielka i chłopak wie, że jego druhowie pójdą za nim wszędzie. Nie jest jednak pewien jak zareagują, kiedy dowiedzą się o jego mocach. Tymczasem księżniczka Kiara,  musi piastować stanowisko ojca podczas jego niedyspozycji wywołanej chorobą. Stara się nie doprowadzić do zaaranżowanego związku z nowym królem Margolanu. Dziewczyna przygotowuje się również do Podróży, którą musi odbyć każdy pełnoletni mieszkaniec jej królestwa. Jak się z czasem okaże jej próba może być najtrudniejsza spośród wszystkich, które zapisały się w historii królestwa Isencroft.