Autor Mariusz Niemycki i reżyser Roman Polański tworzą swoje dzieła dla młodszych odbiorców w podobny sposób. W obu przypadkach dochodziło do przemocy i rozlewu krwi. Tak więc, czy nawet w książkach oraz ekranizacjach dla najmłodszych nie ma już granicy zdrowego rozsądku?
Mariusz Niemycki to pięćdziesięcioletni twórca książek dla dzieci oraz młodzieży. Pisarz miał już okazje współpracować z wieloma wydawnictwami m. in: wydawnictwem Iwanowski z Płocka, oraz warszawskimi WSiP i Żak. Przede wszystkim jednak z wydawnictwem Skrzat, pod którego patronatem pojawił się i ten tytuł. Znany jest z wielu pozycji, jednak najbardziej kojarzony właśnie z serii "Detektyw Zuzia na tropie", której ukazały się już tomy: "Zuzia na tropie Makusynów", "Zuzia i zagadka Pani Labiryntu", "Zuzia kontra Scotland Yard", "Zuzia i panna N.", oraz obecnie recenzowana "Zuzia i tajemnica Złotego Łabędzia".
Wszytko zaczęło się od talerzy z wizerunkiem złotego łabędzia na każdym. A raczej od ich zniknięcia. Ten cenny komplet nie mógł od tak zniknąć. Po prostu nie mógł! Detektyw Zuzia, gdyby mogła, to na pewno by rozwiązała sprawę, jednak nie może. Szkoła i związana z nią nauka, testy, taka na misji, mama spodziewająca się dziecka, uniemożliwiają szybkie działanie.
Tym samym ukryty skarb przynosi kłopoty jego złodziejom. Czy tego chcą, czy nie i tak ktoś w końcu zniweczy ich plany. Pytanie brzmi tylko, kto to będzie? Zuzia z mnóstwem spraw na głowie, czy raczej jej przyjaciel Tomek?




